Krystyna Borucińska: Fałszywy poeta na WSP

15103340381_127b348d10_k
Jak spędzili wolny czas studenci Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu? Jakie filmy oglądali? I dlaczego milicjanci wyprowadzili z wieczoru autorskiego poetę Tadeusza Kubiaka? W klimat Opola lat pięćdziesiątych wprowadza nas Krystyna Borucińska-Osiadacz, ówczesna studentka filologii rosyjskiej WSP w Opolu.

Jako przybysz z miasteczek i wsi, ze środowisk tak zwanych cywilizacyjnie zaniedbanych, garnęliśmy się do wszystkiego, co otwierało nam świat, nowe intelektualne horyzonty. Szukaliśmy odpowiedzi na nurtujące nas pytania i problemy natury osobistej. Byliśmy chłonni i spragnieni wszystkiego, co wiązało się bezpośrednio szeroko pojętą kulturą. Opole, chociaż jeszcze w tej dziedzinie o wiele skromniejsze od innych wojewódzkich miast, miało już kilka placówek godnych uwagi. Najprzedniejszą z nich był Państwowy Teatr Ziemi Opolskiej oraz Wojewódzki Dom Kultury. Działały muzea, liczne księgarnie, placówki przy zakładach pracy i kluby.

Największą popularnością cieszyły się jednak filmy z uwagi na szeroką sieć kin, a co najważniejsze – taniość biletów, na które stać było nawet najuboższą studencką kieszeń. Najczęściej korzystaliśmy z gościnnej sali kinowej Klubu Oficerskiego, względnie kina „Odra” w samym centrum miasta. Biegaliśmy do kina po kilka razy w tygodniu. Zawsze ktoś kogoś zapraszał i namawiał. Nawet najwięksi maruderzy ulegali entuzjazmowi kinomanów, do których ja również należałam. Do okresów największego nasilenia naszych kontaktów z filmem należały miesiące jesienne i wiosenne, kiedy jeszcze nie pogrążaliśmy się w gorączkowej atmosferze zaliczeń i nadrabiania zaległości.
W zasadnie nie mieliśmy jakiejś ulubionej produkcji filmowej. Oglądaliśmy wszystkie filmy, jakie tylko były wyświetlone w określonym dniu. A było ich bardzo dużo. Dla zilustrowania naszego pędu do kina przytoczę nie pełną listę tytułów filmów, które obejrzeliśmy w 1956 oraz w 1957 roku. Na czele tej listy znajdują się filmy francuskie: Pięcioraczki, Bohaterowie są zmęczeni, Czerwona oberża, Złoty kask, Kochanek Lady Chatterley, Król się bawi, Czerwone i czarne, Kochankowie z Werony, Ali Baba i czterdziestu rozbójników, Ona tańczyła jednego lata; a dalej francusko-włoskie: Przed potopem, Wakacje sycylijskie, Elżbieta, Joanna, Lizystrata; francusko-meksykański film Odrodzeni; włoski – Dzieci ulicy; Chleb miłość i fantazja; węgierski – wiosna budapesztańska; produkcji NRD – Berliński romans; włosko-hiszpański – Śmierć rowerzysty; radziecki – Czterdziesty pierwszy; polski – Skarb kapitana Martensa; angielski – Ryszard III; rumuński Liljomfi; czeski – Dumna królewna.
Nie wymyślono wtedy dopiero filmów amerykańskich, ale różnorodność innych produkcji dostarczała nam wielu interesujących tematów, zapoznawała z wybitnymi reżyserami, aktorami i adaptacjami arcydzieł literatury pięknej. Wśród aktorów mieliśmy swoich ulubieńców filmowych. Były to niezapomniane gwiazdy, które na trwałe weszły do historii kina. Do łez rozśmieszał nas Fernandel, zadziwiała nieprzeciętną wyniosłą urodą Michele Morgan, wzruszała Danielle Darrieux, fascynowała Simone Signoret, zadziwiał swoim dramatycznym talentem Laurence Olivier, nieustannym przedmiotem westchnień był Gerard Philipe i niekwestionowany amant – piosenkarz Yves Montand.
Sporadycznie bywałyśmy w teatrze, głównie z uwagi na kilkakrotnie droższe ceny biletów. Władze uczelni były również zainteresowane rozwojem działalności kulturalnej i kiedy tylko mogły włączały się większe czy mniejsze przedsięwzięcia. Jedno z nich szczególnie zapadło w naszą pamięć ze względu na nietypowe, zaskakujące zakończenie. Uleciała z pamięci data, pozostała jedynie atmosfera. Któregoś dnia zostaliśmy porażeni wprost nieprawdopodobnie brzmiącą wiadomością: niebawem w murach naszej uczelni gościć będziemy nietypowego poetę Tadeusza Kubiaka. Nad spotkaniem, organizowanym pod czujnym okiem mgr Klary Dąbrowskiej oraz jej małżonka, dziekana Wydziału Filologicznego dr. Stanisława Dąbrowskiego, od początku wyczuwało się jakiś pośpiech, jakiś element niedomówienia i niespodzianki. Wszystko wybuchło nagle, niemal z dnia na dzień. W Sali studenckiego klubu tłoczno. Przeważają poloniści, ale nie brak też innych bezpośrednio zainteresowanych, albo zazwyczaj gapiów. Wreszcie od strony drzwi rozlegają się oklaski hucznie podchwycone przez pozostałych. Wąskim przejściem pomiędzy zgromadzonymi przeciska się ku prezydium mężczyzna średniego wzrostu z rozpiętym popelinowym jasnym płaszczu z teczką w prawej ręce. Towarzysząca mu osoba toruje drogę.
Klara Dąbrowska serdecznie wita gościa, dziękuje za zaszczyt, za to, iż mimo wielu zajęć zaszczycił swoją obecnością właśnie naszą opolską uczelnię. Znowu oklaski. Po nich biogram poety. Urodzony w 1924 roku w Warszawie. Debiutował tomikiem wierszy „Słowo pod żaglem” (1948). Następnie kolejno ukazały się: „Człowiek jest blisko” i „Rzecz o trasie W-Z” (1949), „Ballady i pieśni” (1950), „Wśród ludzi” (1952) „Miłość prawdziwa” (1954). Do wielu tekstów poety skomponowano muzykę. Wita go i chwali któryś z uczelnianych poetów.
Gość patrzy, słucha z zainteresowaniem, przytakuje ruchem głowy. Zbliża się moment kulminacyjny. Wszyscy czekają na wystąpienie samego zacnego gościa. I w tym Momocie przez salę przebiega jakiś niespodziewany szmer. Zamiast patrzeć na poetę, wszyscy odwracają się w stronę przeciwną: w drzwiach pojawiają się milicjanci. Szybkim krokiem zbliżają się do stołu.
Zwinęli go cicho i wyprowadzili niemal bez słowa. Nie stawiał oporu. Okazało się, że to nie żaden poeta Tadeusz Kubiak, tylko psychicznie chory człowiek, poszukiwany zresztą przez milicję. Zdemaskował go jeden ze studentów, który przyszedł na spotkanie z tomikiem wierszy i zamieszczonym w nim zdjęciem poety. Po wykryciu oszustwa zawiadomił milicję. To autentycznie wariackie spotkanie stało się tematem wielu facecji. A uczelniana opowieść o fałszywym poecie niedwuznacznie kojarzyła się z fałszywym rewizorem Gogola.

Z wielkim aplauzem została powitana przez nasze środowisko nowa placówka Klub Międzynarodowej Książki i Prasy w centrum miasta, nieopodal kina „Odra”. Pojawiły się w nim pierwsze publikacje w języku rosyjskim – słowniki, albumy, beletrystyka. Wszystko bardzo tanie. Dla nas, studentów filologii rosyjskiej, był to prawdziwy raj i radość. Zainteresowana od lat malowaniem i rysowaniem w pierwszej kolejności kupiłam dwa albumy z reprodukcjami malarstwa rosyjskiego. Przeglądałam je niemal codziennie, marząc o tym, aby kiedyś w życiu obejrzeć przynajmniej część z nich w prawdziwych muzeach. Potem, już w ostatnim semestrze, kupiłam jeszcze kilka słowników i publikacji dotyczących historii literatury rosyjskiej, a także ogromny tom zebranych dzieł Puszkina. Były to jedyne książki, na które mnie było stać podczas czteroletnich studiów na WSP.

Krystyna Borucińska


Wspomnienia zostały opublikowane w piśmie Uniwersytetu Opolskiego – „Indeks”. Numer 7-8, 2004r.