Janusz Michułowicz: Pierwsze lata WSP w Opolu

Autor: absolwent K. Kościak

Moje życie nauczyciela akademickiego, pedagoga, zaczęło się w 1954 r., od… Studium Wojskowego Wyż­szej Szkoły Pedagogicznej w Opolu. Jako syn skauta, „Orlęcia” i Sokoła lwowskiego oraz harcerz i drużynowy ZHP w latach 1946-1948 we Wrocławiu nigdy nie mia­łem oporów wobec służby w wojsku polskim. Wpływ na to miały także rodzinne tradycje, w które wpisany był udział w walkach w obronie Lwowa w okresie wojny polsko-ukraińskiej i wojny polsko-bolszewickiej. Mój wuj był więźniem Kozielska, oficerem II Korpusu Pol­skiego gen. Władysława Andersa, uczestnikiem bitwy pod Monte Cassino, gdzie został ranny. Oczywiście takich koligacji rodzinnych w pierwszych latach PRL nie należało pod żadnym pozorem ujawniać.

W roku akademickim 1953-1954 ukończyłem, w grupie kilkunastu osób, studia rusycystyczne pierw­szego stopnia na Wydziale Humanistycznym (później przemianowanym na Filologiczny) Państwowej Wyż­szej Szkoły Pedagogicznej we Wrocławiu, działającej zaledwie od 1950 r. W trakcie studiów na PWSP we Wrocławiu wszyscy studenci naszego rocznika – poza kobietami – musieli odbyć szkolenie w uczelnianym Studium Wojskowym, którego kierownikiem był po­wszechnie lubiany przez wszystkich studentów mjr Bronisław Wysocki.

W 1954 r. nasza uczelnia została przeniesiona do Opola. Tam otrzymaliśmy dyplomy ukończenia studiów pierwszego stopnia, tam też, przed ówczesnym gma­chem głównym WSP w Opolu przy ul. Luboszyckiej, odbyła się uroczysta promocja oficerska – okazało się, że swoją edukację wojskową ukończyłem w stopniu podporucznika.

W tamtych latach absolwentów wyższych uczelni obowiązywały tzw. nakazy pracy – ja otrzymałem, z kuratorium w Gdańsku, skierowanie do pracy jako nauczyciel w Szkole Podstawowej w Gdyni-Cisowej. Jakież było moje zdumienie, kiedy w połowie sierp­nia, w rektoracie PWSP we Wrocławiu, okazało się, że skierowanie zostało zmienione. Prorektordr Witold Kruk-Ołpiński, mój późniejszy wieloletni przełożony w Katedrze Pedagogiki (później – instytucie) powie­dział: „Panie Januszu, ministerstwo zmieniło panu nakaz pracy na nasze Studium Wojskowe, jedzie pan z nami do Opola”. I w ten sposób zostałem pracownikiem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu.

Po kilku dniach od tej rozmowy otrzymałem zawia­domienie z uczelni: jadę do Opola w charakterze kon­wojenta transportu urządzeń i sprzętu uczelni. Kiedy w wyznaczonym terminie zgłosiłem się na Poniatowskiego, gdzie mieścił się rektorat PWSP we Wrocławiu, okazało się, że podobne zadanie dostał mój bliski kolega ze stu­diów, fizyk Aleksander Smółka, nowo zatrudniony w uczelni – też na podstawie ministerialnego nakazu pracy – w Katedrze Fizyki. Na boisku szkolnym przed gma­chem uczelni ładowano właśnie na samochód ciężarowy z przyczepą pierwszą część transportu – wyposażenie Katedry Fizyki i Studium Wojskowego. Ruszyliśmy do Opola, w którym nigdy dotąd nie byłem.

Rozładunek nastąpił na placu szkolnym byłego Lice­um Pedagogicznego przy ul. Luboszyckiej 9. Wyposaże­nie Katedry Fizyki wnoszono do pomieszczeń na pierw­szym piętrze, Studium Wojskowego – na drugim. I nagle spostrzegliśmy z Aleksandrem, że główne wejście do budynku pozbawione było drzwi! Później dowiedzieli­śmy się, że oba skrzydła zostały zabrane do naprawy. Co więcej – w budynku nie było żadnego dozorcy, obiekt był kompletnie niestrzeżony. Wtedy zdecydowaliśmy, że nie wracamy do Wrocławia – zostaniemy w Opolu pilnować przywiezionego majątku.

Obaj, świeżo upieczeni absolwenci szkoły wyższej, formalnie zatrudnieni w opolskiej WSP, nie otrzymali­śmy jeszcze wynagrodzenia za pracę, byliśmy więc bied­ni, jak przysłowiowe myszy kościelne. Po dokładnym przeglądzie zawartości naszych kieszeni stwierdziliśmy, że stać nas tylko na kupno ćwiartki bochenka chleba w pobliskim sklepie.

Jako byli harcerze i świeżo mianowani oficerowie mieliśmy mocno ugruntowane poczucie obowiązku, funkcję konwojentów mienia uczelni traktowaliśmy więc bardzo poważnie. Tę noc spędziliśmy, śpiąc na zmianę w fotelu wystawionym na podeście pierwszego piętra – na wprost schodów. Gdy jeden z nas spał, drugi stał na straży przy wejściu do budynku. Następnego dnia, koło południa, zjawił się zdumiony naszą obec­nością portier. W tym czasie dotarł kolejny transport z Wrocławia.

W 1956 r. zostały zniesione rygory nakazów pracy, a ja dostałem przeniesienie do Katedry Języka Rosyj­skiego na cywilne już stanowisko lektora. Pracując

w Katedrze Języka Rosyjskiego, a od roku akademickiego 1959/1960 w Katedrze Pedagogiki, podjąłem eks­ternistyczne studia drugiego stopnia na Wydziale Filologiczno-Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego, uzyskując 20 maja 1960 roku tytuł magistra pedagogiki. Moja fascynacja pedagogiką jako dyscypliną naukową wynikała zarówno z moich doświad­czeń harcerskich, jak i wykładów z pedagogiki prowadzonych na na­szych studiach rusycystycznych we wrocławskiej PWSP przez doktora (późniejszego profesora) Uniwersy­tetu Wrocławskiego – Stefana Kacz­marka. Zresztą sporą część zajęć na moim seminarium magisterskim na Uniwersytecie Wrocławskim również prowadził prof. Stefan Kaczmarek. Mimo iż w latach moich studiów obowiązywała Jedy­nie naukowa” pedagogika sowiecka, to jednak profesor Kaczmarek potrafił zręcznie zaanonsować wyniki badań i bibliografię polskich i zachodnich pedagogów.

W opolskiej Katedrze Pedagogiki początkowo pro­wadziłem ćwiczenia z psychologii i pedagogiki, później otrzymałem uprawnienia do prowadzenia wykładów z zakresu nauk pedagogicznych. W opolskiej WSP obroniłem swoją rozprawę doktorską, prowadziłem seminarium dyplomowe w WSP oraz liczne seminaria magisterskie na Uniwersytecie Śląskim.

Poza obowiązkami naukowo-dydaktycznymi i organi­zacyjnymi dość często byłem wykonawcą nietypowych zadań. Otóż w październiku 1954 roku ówczesny rektor WSP w Opolu dr Jan Zborowski (późniejszy profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego) wysłał mnie do Fabryki Naczyń Emaliowanych w Częstochowie, gdzie miałem zakupić naczynia i sprzęty kuchenne do uczelnianej stołówki, mieszczącej się wówczas w Domu Studenta przy ulicy Nysy Łużyckiej. W ustalonym terminie wraz z Aleksandrem Smółką i kierowcą ruszyliśmy sześcio­osobowym, trzydrzwiowym, jeszcze przedwojennym fiatem do Częstochowy. Pojazd ten, choć jeszcze dość sprawny, był jednak w znacznej mierze wyeksploatowa­ny. Tylko jedne drzwiczki otwierały się bez problemu – pozostałe były na stale zadrutowane, gdyż brakowało w nich klamek i zawiasów. Takim to rozklekotanym po­jazdem wieźliśmy zakupiony towar do Opola – między kuchennymi akcesoriami, na tylnym siedzeniu, ulo­kował się Aleksander. Mimo że naczynia opakowano nam bardzo troskliwie, w trakcie jazdy te wszystkie pokrywki, chochle i miednice okropnie brzęczały, więc hałas – w połączeniu z tym wytwarzanym przez nasz pojazd – był ogromny. Do tego stopnia, że w wioskach, przez które przejeżdżaliśmy, czasem nas zatrzymywano, prosząc o odsprzedanie jakiegoś wiadra czy konwi na mleko, gdyż w owym czasie były to naczynia trudno dostępne w sprzedaży detalicznej. Udało nam się cały ten towar przewieźć do opolskiej stołówki – odtąd wszy­scy trzej mieliśmy bardzo dobre układy z pracującymi tam paniami. Pochodziły one z podopolskich wiosek i mimo trudności zaopatrzeniowych wyczarowywały stołówkowiczom prawdziwie śląskie jadło.

W pierwszych latach działania WSP w Opolu prawie wszyscy pracownicy naukowo-dydaktyczni dojeżdżali na zajęcia z odległych często miejscowości (Wrocław, Katowice, Bytom czy nawet Skoczów) – dlatego nie­zwykle ważne dla normalnego funkcjonowania uczelni było pozyskanie samodzielnych mieszkań, szczególnie rodzinnych. Osoby samotne, przeważnie była to kadra asystencka, mieszkały zazwyczaj w pokojach wielo­osobowych, tzw. kołchozach w domach studenta lub w pokojach wynajętych przez mieszkańców Opola. W wieloosobowych pokojach w DS-ach nocowali bardzo często profesorowie i starsi nauczyciele akademiccy – ci bowiem dojeżdżali do Opola tylko na jeden lub dwa dni. Stopniowo jednak sytuacja poprawiała się, władze miej­skie oddawały do dyspozycji uczelni świeżo wyremon­towane mieszkania w zniszczonych w czasie działań wojennych domach (budynki wokół Rynku były pra­wie wszystkie wypalone). Wczesną wiosną 1957 roku ukończono budowę Domu Profesora przy ulicy Matejki 12. Z tym otwarciem wiąże się moja kolejna uczelnia­na przygoda. Ówczesny rektor opolskiej WSP prof, dr Stanisław Kolbuszewski powierzył mi obowiązki przewodniczącego komisji przejmującej od przedsię­biorstwa budowlanego budynek Domu Profesora. W połowie listopada 1957 roku, rano, zebrała się komisja i rozpoczęliśmy protokolarne przejmowanie obiektu wraz z zapleczem. Zaczęliśmy od piwnic, gdzie nie stwierdziliśmy żadnych usterek, następnie przejęliśmy pomieszczenia sklepowe (późniejszy zakład fryzjerski, którego zaplecze było użytkowane jako mieszkanie przez jednego z pracowników fizycznych uczelni), a później mieszkania. I tu pojawił się problem, byłem bowiem dość skrupulatnym przedstawicielem uczelni w tej komisji i sprawdzałem dokładnie, czy wszystko działa jak należy: zawory wodno-kanalizacyjne, cen­tralnego ogrzewania, gazowe, kontakty elektryczne… Otwierałem każde okna i drzwi. Okazało się, że nie wszystko funkcjonuje prawidłowo: niektóre klamki i zamki nie działają, podobnie jak zawory, a okna są skle­jone lakierem i nie dają się otworzyć. Przedstawicielom przedsiębiorstwa budowlanego bardzo zależało na tym, żeby w protokole przyjęcia obiektu wpisać ocenę bardzo dobrą (od tego zależały premie dla pracowników), za komisją – na skutek moich częstych interwencji – szła ekipa budowlańców, usuwających usterki. Tak więc moje wścibstwo okazało się bardzo skuteczne. Protokół podpisałem, 15 listopada 1957 roku lokatorzy dostali klucze do swoich mieszkań.

Pismem z 5 października 1957 roku rektor Stanisław Kolbuszowski powierzył mi „sprawowanie nadzoru nad życiem kulturalnym, moralnym i towarzyskim studentów

WSP zamieszkałych w Domu Studenta przy ul. Katowickiej 81 w okresie od 1 października 1957 do 31 lipca 1958 roku” (później ten okres przedłużono do 30 września). W praktyce pełniłem obowiązki kierownika DS, a sprawy administracyjno-gospodarcze prowadziła bardzo skrupulatnie moja zastępczyni. Ale i przy wy­konywaniu tych obowiązków (poza moja podstawową pracą asystenta) przytrafiały się zabawne sytuacje.

Pewnego zimowego wieczoru przybiegł do mnie – a mieszkałem wtedy już w Domu Profesora przy ul. Matejki – przewodniczący Rady Mieszkańców DS z za­wiadomieniem, że po schodach żeńskiej części budynku po schodach płynie woda z topniejącego na dachu śnie­gu. Pobiegliśmy obaj do akademika. Rzeczywiście, po schodach ściekała strugą woda,  a portierka i pomagające jej studentki usiłowały opanować sytuację, zbierając ścierkami gromadzącą się w holu wodę. Wydostaliśmy się – przez właz – na dach i razem z przewodniczącym samorządu zaczęliśmy zgarniać łopatami śnieg, któ­ry tam się zebrał, tak aby woda nie przedostawała się włazem do wnętrza budynku. Rano akcję odśnieżania dachu – DS-u i budynku uczelni – podjęło kilku innych pracowników.

Również z inicjatywy rektora Kolbuszowskiego 15 lutego 1958 roku w sali obrad Wojewódzkiej Rady Na­rodowej w Opolu odbył się I Bal Akademicki – byłem jednym z organizatorów, mieliśmy m.in. dyskretnie czu­wać nad trzeźwością jego uczestników. Było to bardzo trudne zadanie, ale jakoś udało się – bal zakończył się bez incydentów. Na balu, który stał się wydarzeniem dość głośnym w Opolu, bawili się m.in. aktorzy Teatru Opolskiego, dziennikarze, prawnicy, lekarze, urzędnicy władz wojewódzkich i miejskich Opolszczyzny, dzia­łacze polityczni i społeczni i oczywiście nauczyciele akademiccy oraz brać studencka naszej WSP. Myślę, że od tego czasu nasza uczelnia została powszechnie zaakceptowana jako część kulturalnego środowiska regionu.

Mimo stopniowo postępującej w kraju odwilży po­litycznej, ingerencja czynników politycznych (PZPR) oraz służby bezpieczeństwa we wszystkie dziedziny życia była bardzo dokuczliwa, często absurdalna. Na naszej uczelni też panował niczym nieskrywany nacisk czynników politycznych (KM PZPR i KW PZPR) na wszelkie przejawy działalności dydaktycz­nej, naukowej, społecznej, organizacyjnej, kadrowej, a nawet ingerencja w życie oso­biste nauczycieli akademickich i studentów. Trzeba więc było – przez wiele lat – za­chowywać ogromną ostrożność, czasem wręcz stosować kamuflaż polityczny. A sankcje za brak politycznej poprawności były groźne! Szczególnie trudne były okre­sy przesileń- w latach 1956, 1958, 1968. Jednak mimo groźnych pomruków docho­dzących z tzw. białego domu jesienią 1958 r. udało mi się – za namową ówczesnego dyrektora administracyjnego naszej WSP, a równocześnie komendanta Opolskiej Chorągwi ZHP harcmistrza Stefana Gro­belnego, zorganizować na uczelni druży­nę harcerstwa akademickiego. Z gromadą zaprzyjaźnionych studentów przystąpiłem do organizowania drużyny, wykorzystując

Stan liczebny naszej drużyny szybko rósł, opracowaliśmy własną konstytucję drużyny, program działania – na zasadzie szkoły instruktorskiej. Za patrona wybra­liśmy „Bohaterów spod Monte Cassino”, a w 1959 r. przyjęliśmy oficjalną nazwę: Harcerski Akademicki Krąg Instruktorski, czyli HAKI. Byliśmy jedną z pierwszych drużyn harcerstwa akademickiego    w Pol­sce. Długo jeszcze słyszałem wymówki ze strony władz politycznych: „Po co harcer­stwo w uczelni? I dlaczego imię Bohaterów spod Monte Cassino – przecież wolność przyszła do nas z innej strony. A może jed­nak zajmiecie się ZMS-em?” ZMS-em się nie zająłem, a HAKI były moim ukochanym dzieckiem. Bywały lata, kiedy Krąg liczył ponad 170 instruktorek i instruktorów. W dziesiątym roku działalności otrzy­maliśmy od władz uczelni sztandar, a od honorowych członków HAKI (uczestników bitwy pod Monte Cas­sino!) – urnę z ziemią spod Monte Cassino. Celem pro­gramowym Kręgu było kształcenie i doskonalenie umie­jętności pedagogicznych instruktora harcerskiego oraz wzbogacanie przyszłego warsztatu nauczycielskiego o dorobek metodyczny harcerstwa polskiego. Badanie i upowszechnianie dorobku pedagogicznego harcerstwa stało się podstawowym zadaniem powstałej jesienią 1968 roku pierwszej w Polsce akademickiej placówki naukowej podejmującej tę problematykę. Pracownia Metodyki Wychowania Harcerskiego przy ówczesnej Katedrze Pedagogiki WSP w Opolu spowodowała po­wstawanie podobnych placówek w kilku innych szko­łach wyższych kształcących nauczycieli,

doświadczenia przedwojennego harcer­stwa akademickiego, jak i własne domowe wychowanie oraz działalność z lat 1946- 1948 we Wrocławiu.

Wiosną 1967 roku, tuż po doktoracie, ówczesny rek­tor WSP prof, dr Maurycy Hornzlecił mi organizację i dowodzenie Zakładowym Oddziałem Samoobrony WSP w Opolu.    W tym okresie bowiem Ministerstwo Obrony, zgodnie z obowiązującą doktryną przeciwatomowej obrony kraju, przystąpiło do powszechnej organizacji takich oddziałów przede wszystkim w większych za­kładach pracy, szkołach wyższych i szpitalach. Po tygo­dniowym kursie w podwarszawskim ośrodku szkolenia kadr samoobrony zacząłem organizować ZOS w naszej uczelni – w skład oddziału weszło kilkadziesiąt osób

– pracowników naukowo-dydaktycznych, administracyjno-gospodarczych i biblio­teki, podzielonych na sekcje (medyczne, p. poż, ochronne, chemiczne itp.). Funkcję tę pełniłem do jesieni 1972 roku.

W lutym 1974 roku otrzymałem przenie­sienie na Uniwersytet Śląski w Katowicach, początkowo jednak pracowałem w filii US w Cieszynie – tam w różnych okresach peł­niłem obowiązki dziekańskie oraz kolejno: kierownika Zakładu Pedagogiki Pracy Kulturalno-Oświatowej, Zakładu Metodyki Pracy Organizacji Młodzieżowych prze­kształconego następnie w Zakład Teorii Nauczania i Wychowania. W październi­ku 1983 roku uzyskałem przeniesienie na Wydział Pedagogiki i Psychologii US w Katowicach. I w Cieszynie, i w Katowi­cach prowadziłem wykłady i ćwiczenia z pedagogiki oraz metodyki wychowania harcerskiego, a także seminaria magisterskie. Na Wydziale Pedagogiki i Psychologii US pracowałem do emerytury w 1996 roku. Do 2002 roku w Instytucie Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej prowadziłem wykłady i ćwiczenia z zakresu metodyki pracy nauczyciela bibliotekarza, tam też zorganizowałem (i pełniłem obowiązki opiekuna naukowo-merytorycznego) pierwszą w Polsce Pracownię Polskiej Bibliografii Harcerskiej i Skautowej.


Wspomnienia zostały opublikowane w piśmie Uniwersytetu Opolskiego – „Indeks”. Numer 3-4, 2006r.

 

Witryna, którą obecnie przeglądasz, wykorzystuje pliki cookies w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych. Więcej informacji >>

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close